O mnie

Witam wszystkich na moim blogu. Mam na imię Szymon i stworzyłem tą stronę aby podzielić się z Wami drogą, jaką przebyłem i wciąż podążam w celu pozbycia się zbędnych kilogramów.

Lato 2005 – 75 kg

Całe swoje życie, odkąd pamiętam, nie miałem łatwo w utrzymaniu smukłej sylwetki. Lata młodzieńcze zawsze kojarzyły mi się właśnie z moim problemem. Zawsze byłem wyjątkowo aktywny sportowo, dlatego ten problem nie uwidaczniał się nad wyraz. Widziałem, że musiałem pracować nad swoim ciałem dużo więcej od innych aby uzyskać podobny efekt. Stateczne życie rodzinne, regularne posiłki, dostęp do szafki ze słodyczami dzieci i brak ruchu w ostatnich latach zrobiły w końcu swoje. Nigdy nikogo nie obwiniałem i wiem, że stan do jakiego się doprowadziłem to tylko i wyłącznie moja zasługa. Wiele razy próbowałem coś zrobić, zawsze jednak prędzej czy później moją dietę „szlak trafiał”.

selfie 02

Lato 2014 – 124 kg

Ostatnim razem gdy zaczynałem, też nie sądziłem iż wytrzymam dłużej. Pamiętam to jak dziś: 8 listopad 2014 i walka Adamka ze Szpilką. W domu mieliśmy mała imprezę a na koniec wszyscy postanowiliśmy się zważyć. U mnie waga pokazała 128.2 kg przy 180 cm wzrostu, a to już nie przelewki. Tym bardziej, że za miesiąc miałem być świadkiem na ślubie siostry a mieszkając w Anglii ciężko znaleźć garnitur XXXL.

I tak się wszystko zaczęło. Dość standardowo pewnie, bo wiele osób myśli o schudnięciu przy okazji jakiejś imprezy lub zbliżających się wakacji. I uważam, że to świetna wymówka, sztuką jest jednak po wszystkim iść dalej a nie myśleć tylko o utrzymaniu tego, co już się osiągnęło. Ja miałem świetny start. Od 9 listopada do 5 grudnia (dzień przed weselem) schudłem 17 kilo. Wyjazd do Polski i duma z uzyskanego rezultatu napełniły mnie optymizmem i zmotywowały do dalszego działania. Tydzień w Polsce i kilka kilogramów wróciło wiedziałem jednak, aby nie zmarnować całego wcześniej wykonanego wysiłku, MUSZĘ DZIAŁAĆ DALEJ. Wtedy też zaczęła się siłownia i moja przygoda z gotowaniem. Od tamtej pory cały czas szukam nowych bodźców, by wytrwać w dążeniu do celu.

A celem moim jest… No właśnie, przecież nie można odchudzać się w nieskończoność i trzeba sobie z tego zdać sprawę. Jestem osobą bardzo niecierpliwą a systematyczność u mnie prawie nie istnieje. Dlatego staram się obierać cały czas jakieś nowe cele. Nakreślam sobie plan długoterminowy (np. wakacje u mamy we Włoszech w kwietniu 2016 i jak najlepsza forma) ale zarazem staram się szukać czegoś na krótszą metę (ostatnio np. challenge: „2 stones in 2 months”). Nie zniechęcam się dzięki temu tak szybko, a mając wyniki mam motywacje do dalszego działania.

Bicepsik2

Wrzesień 2015 – 78 kg

Na chwile obecną po 10 miesiącach jestem w plecy ponad 50 kilo budując przy tym trochę masy mięśniowej. Jak to zrobiłem postaram się pokrótce opisać i nie jest to jakaś dieta cud, czy katowanie się ponad wymiar. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do mojego bloga. Przedstawię Wam wiele rzeczy, które znajdziecie pewnie i na innych stronach, a które pomogły mi bardziej lub mniej. Powiem Wam również o działaniach dość radykalnych a być może wręcz śmiesznych, a które jednak w istotny sposób pomogły mi w dążeniu do celu. Nawet pisanie tego bloga na chwilę obecną traktuję jak swego rodzaju doping. Motywuję się do dalszego odchudzania, aby móc na bieżąco relacjonować moje postępy. Dodatkowo zastanawiając się nad posiłkami wybieram te, których jeszcze nie mam w dziale „Przepisy” a które uważam za godne polecenia i potrzebuje ich fotek a czasem i dokładnych proporcji.

Ze względu na niezły rezultat, a jednak niedostateczną wiedzę, zapraszam do siebie przede wszystkim osoby dopiero myślące o odchudzaniu lub będące na jego wczesnym etapie, a na których hasła „jedz zdrowo i schudnij” lub podobne po prostu jeszcze nie działają. Będąc GRUBYM przez te kilka lat zdaję sobie teraz sprawę, jak wielki wpływ miało to na moje zdrowie i wiem, że niektóre zmiany zaszły u mnie już nieodwracalnie. Ubyło mi też pewnie trochę i z mojego życia. Najważniejsze, że rozpocząłem już swoją walkę, a że nie prowadziłem jej i dalej nie prowadzę w miarę rozsądnie i zdrowo, to mój własny wybór. Wiem, że inną drogą bym nie doszedł tu gdzie teraz jestem. Wiem, bo wiele razy przez ostatnie lata próbowałem. Osobiście uważam, iż sposób w jaki gubię kilogramy jest o wiele mniej destrukcyjny dla mojego organizmu (na dłuższą metę oczywiście) niż dalsze pozostawanie otyłym. Zdaję sobie sprawę, iż być może już do końca życia będę musiał się kontrolować gdyż niektóre nawyki żywieniowe jak i nieokiełznany „pociąg” do słodyczy może pozostać mi na zawsze. Zaczynając wielu z Was musi zdawać sobie sprawę, iż zgubić kilogramy na prawdę można szybko. Wiedza przy tym jest niesamowicie ważna a różne punkty widzenia pomogą Wam w trudnych momentach. Musicie jedynie być gotowi na wojnę i to długotrwałą. Samo schudnięcie to dopiero jej pierwszy etap. Co prawda najważniejszy, ale dopiero utrzymanie wagi to wyzwanie i zdobywanie wiedzy przez cały okres odchudzania pomoże Wam w późniejszym okresie.

Powodzenia !!!